Międzygatunkowa rodzina
Dog lifestyle Dogstory

Mam dwa psy i…?

Jak to jest mieć 2 psy? O dokończenie zdania poprosiłam 4 mieszkanki Warszawy, z których każda ma 2 futra pod opieką.

Mam dwa psy i … umieram.

Masza, 20+, studentka nauk humanistycznych. Mieszka na Żoliborzu z dwoma suniami.

sansa_duszka

Umieram i padam, chociaż kocham moje psy nad życie. Niemniej dwa psy to kompletnie inna dynamika w domu. Mieszkam sama, więc cała opieka nad dwójką jest tylko i wyłącznie moją odpowiedzialnością. W tej chwili Sansa uczęszcza ze mną na kurs szkoleniowy. Żeby zapewnić indywidualne szkolenie obu psiakom, nie mogę zabrać ich na kurs na raz i szkolić na raz w domu. Muszę zapewnić im minimum jeden indywidualny spacer dziennie. To nie jest łatwe. Mam poczucie, że często zawodzę moje psy i że nie jestem tak dobrą opiekunką, jaką bym chciała – zwłaszcza, jak widzę wypieszczone psy-jedynaki znajomych. Wyprawa z jednym psem metrem a z dwoma to moim zdaniem to dla mnie duża różnica. Moje psy mają podobne rozmiary, ale różne potrzeby i temperamenty – i często muszę wypracowywać rozwiązania, które zaspokoją te różne potrzeby. Ale nie zamieniłabym mojej sytuacji na nic innego, zaś zarówno Sansę jak i Duszkę po prostu kocham.

Mam dwa psy i … mam dwa razy.

Olga, 20+, zawodowo związana z radiem. Mieszka na Bemowie, o swoich psach mówi „Pumy”. Pumy mają swojego fanpage’a – Elmo i Mela.

unnamed
Mam dwa razy więcej sprzątania, mam dwa razy więcej obowiązków, mam dwa razy więcej wydatków, mam dwa razy więcej pracy.
Mam dwa razy więcej ruchu, mam dwa razy więcej godzin na świeżym powietrzu,mam dwa razy więcej cierpliwości, mam dwa razy więcej satysfakcji.
Mam dwa razy więcej miłości, mam dwa razy więcej wierności, mam dwa razy więcej radości i mam dwa mokre nosy do całowania.
Mam dwa psy, bo mam tylko dwie ręce. Gdybym miała trzy, byłby i trzeci.

 

Mam dwa psy i … fajnie mi w tym stadzie.

Magda, 30+, PRowiec, z dwoma psiakami mieszka na warszawskim Żoliborzu.

10961869_873820342641083_1943386405_n-horz

Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. To dwa razy więcej miłości i radości. Nawet jeśli na spacerze czasem manewruję smyczami niczym sznurkami w teatrze marionetek.

Dwa psy to dwa, wielkie psie serca do kochania, do ściskania i przytulania. I te serca najbardziej na świecie kochają właśnie mnie! One same też „się kochają”, mniej nudzą, są ze sobą związane i wiem, że im z tym lepiej. Olo odkąd ma Lunę za towarzyszkę życia – odmłodniał, poweselał. Schudł! Luna poza nim świata nie widzi. Ale jest w tym bardzo „subtelna” – kocha go mądrze. Oczywiście każde z nich jest inne, więc zdarzają się niekiedy problemy wychowawcze, wyjątkowo szybko nauczyły się „trzymać sztamę” gdy chcą postawić na swoim, i mnie wystrychnąć na dudka. Bywają i poważniejsze tematy gdy jedno zachoruje i potrzebuje innej opieki. Albo kiedy muszę je komuś „podrzucić”, gdy sama wyjeżdżam. Ale tak naprawdę dwa psy to przede wszystkim mnóstwo cudnych momentów, a dla mnie także niewyczerpany temat codziennych obserwacji, gdy patrząc na ich relacje sama wiele się uczę. I jest coś jeszcze – często słyszę: „Masz dwa psy?! O rany… ale fajnie!” No tak fajnie – to taka nasza dziwaczna rodzina.

Mam dwa psy i… dobrze mi tak.

Magda, 40+, prowadzi własne wydawnictwo. Z Ursynowa przeniosła się pod Warszawę.

10967741_930049593686682_195185346_n

Mój pierwszy pies (w zasadzie suka) pojawił się dokładnie wtedy, kiedy psa mieć nie chciałam. No ale ona chciała i już, a ja się zakochałam. Wiedziałam wtedy o psach tyle, że chodzi się z nimi na spacer, rzuca patyczki, szczepi na wściekliznę i trzeba być konsekwentnym, a ja nie umiem. Sucz nauczyła mnie bardzo szybko, że powyższa prawda jej nie dotyczy i że muszę się jeszcze bardzo dużo nauczyć o psach, jeśli ma być fajnie. Zajęło mi to dobre trzy lata, kursów, seminariów, a przede wszystkim codziennych lekcji z komunikacji z psem oraz psich emocji podczas naszych spacerów.

Dlaczego kosz na śmieci, który w nocy dostał czapę ze śniegu, nagle stał się straszny? Czemu żeby ominąć lodówkę z napojami koło kiosku, trzeba w zasadzie przejść na drugą stronę ulicy, tyle że to wymaga pokonania przejścia dla pieszych ze światłami, a tam są ci wszyscy straszni ludzie i jakieś wózki, rowery itd.? Jak sprawić, żeby pies chciał wejść z powrotem na klatkę schodową, mimo że drzwi tak okropnie trzaskają, a na balkonach szeleszczą jakieś straszne torebki foliowe. Jak przejść koło sąsiada, żeby nie został zjedzony? I tak dalej i tak dalej.

Każdy dzień jak gra strategiczna, tylko nie wiadomo, na którym poziomie się wyląduje. Trochę żyć straciłyśmy niewątpliwie. Oprócz ćwiczeń i zdobywanej wiedzy najbardziej pomogło jedno: przeprowadzka na wieś. Tam sucz odżyła, a ja zrozumiałam, w jakim stresie żyła wcześniej, jaka była biedna. Ledwo się przeprowadziliśmy, w głowie pojawiła się myśl, że właściwie to suczy dobrze by zrobił drugi pies. Taki spokojny, dojrzały, zrównoważony emocjonalnie, po prostu wsparcie w kontaktach z ludźmi. Raczej starszy lub w jej wieku. Psów jak wiadomo – jest mnóstwo, można wybierać.

Nie wiem w zasadzie jak to się stało, ale równo miesiąc po przeprowadzce drugi pies był w domu. Znaleziony na Facebooku. Młodszy (potem się okazało, że miał ok. 8 m-cy). Połamaniec powypadkowy, ale poskładany. Wielkości suczy (ale dwa miesiące później okazało się, że jakoś dziwnie urósł, a potem jeszcze urósł i stał się małym koniem). Kochany (kocha wszystkich). Dość niezależny przy podejmowaniu decyzji, chyba że chodzi o jedzenie. Jedzenie jest najważniejsze. Jedzenia jest mało.  Zawsze mało. Sucz nauczyła go gonić zwierzynę. On jej chyba nie nauczył niczego.

Razem odkryły radość kopania na łące dołków. Ćwiczymy sobie razem różne rzeczy, trochę trenujemy zabaw obediencowych, trochę tropimy, bo to najlepsze, co pies może robić oprócz zabawy i snu. Oprócz tego mój mąż np. nauczył drugiego psa zdobywania kanapek z blatu kuchennego. Nie muszę się za to martwić, że kogoś zje, czegoś się śmiertelnie przestraszy, raczej że za bardzo będzie chciał się do czegoś (kogoś) dostać. Jest ucieleśnieniem psiej psiości, psem z dawnych książek i filmów. Ale gdyby nie sucz, nie wiedziałabym, jakim jest skarbem. Kocham je obydwa, każde jest inne i wciąż nie mogę się napatrzeć na ich wzajemne interakcje, na to, jaką tworzą relację. Kiedy pojechałam z młodym na psi obóz (obedience i tropienie nad morzem – dużo innych psów, ośrodek wczasowy nad morzem w lipcu: słowem z punktu widzenia suczy byłaby to planeta Mars), po powrocie pierwszy raz to na jego a nie na mój widok sucz dosłownie oszalała ze szczęścia – a do mnie dotarło, że przecież nie wiedziała, że on wróci za tydzień…

Z nią mogę poszaleć z szarpakiem, on za to przyjdzie, przytuli się do kolan i tak będzie siedziało, a potem westchnie i położy mi się na stopach. Ona przyklei się do mnie na kanapie, kiedy oglądam film, on demonstracyjnie z niej zejdzie, bo na kanapie wygodnie jest tylko, jeśli ma się ją całą. Wszystkiego kupuje się dwa razy więcej, zabawki trzeba podwójnie, chociaż i tak bawią się tą samą. Trudniej gdzieś pojechać, szczególnie dlatego że są duże, a jedno nie czuje się dobrze w skupiskach ludzkich. Generują mnóstwo małych zapasowych psów, które w kółko trzeba sprzątać (albo nie). Pół sypialni zajmują pontony, które nijak nie pasują do wystroju wnętrz, nie mówiąc już o klateczce w salonie. Ale nie umiem już sobie wyobrazić, jak to jest mieć jednego psa. Dziwnie chyba. W końcu ręce człowiek ma dwie do głaskania.

A Wy, macie dwa psy?

You Might Also Like...

  • mamy cztery :D

  • Mam jednego, ale chciałabym dwa :P

    • Karolina Carla Dulnik

      Też rozważam i rozważam… ;]

  • Urszula Ostrowska

    Na razie mam dwa psy i nie ogarniam tej kuwety, zawodzę jako psi szkoleniowiec…Mój pierwszy pies przestał mnie słuchać, zaczął żreć świństwa na dworze… Twoje rozmówczynie, mają rację wspólne spacery to złoooo, bo psy potrzebują mieć swojego PANA>PANIĄ tylko dla siebie! Dzięki za ten tekst….potrzebowałam tego!

    • Monika

      Nie poddawaj się! Wiem, co mówię :) często przy drugim psie dostajemy istnego świra, bo nic się nie udaje (chyba, że o nic nie walczymy ;) ). Pierwszy pies jakby durnieje, z drugim też często jeszcze nie mamy aż tak dobrego kontaktu. U mnie początki były złe, miałam wiele wątpliwości, ale jako osoba nieuznająca własnych porażek (nie mylić ze złymi decyzjami, bo zawsze wiedziałam, że „kiedyś będzie dobrze” a drugi pies potrzebował domu) oraz absolutnie nieuznająca „zwrotu towaru” (czyt. drugi pies), po prawie 9 miesiącach mogę powiedzieć, że mamy fajną rodzinę 2+2 ;) dwa charakterne gremliny po codziennych spięciach, od dawna już bronią siebie nawzajem, a teraz właśnie biegają po całym domu i robią nieziemski rumor bawiąc się zabawką :) Trzymam za Ciebie kciuki!

    • U nas też początki były złe. Kiedy przywiozłam Melę do domu
      to okazało się, że nie wszystko jest takie, jak sobie wyobrażałam. Elmo zaczął
      „dziczeć” – kontakt z Melą był dla niego ważniejszy niż ze mną, potem
      zaczęła się walka między nimi (bo zaburzyliśmy im hierarchię, Mela próbowała
      przejąć dowodzenie, a Elmowi za bardzo ten pomysł się nie spodobał), potem
      jeszcze uaktywniły się lęki Meli, atakowanie ze strachu (kilku ugryzionych
      sąsiadów). No i lęk separacyjny, niezliczone ilości zjedzonych rzeczy i niezliczone
      ilości moich łez wylanych z bezsilności.
      Na szczęście mieliśmy najlepsze wsparcie szkoleniowe i ze
      wszystkim powoli sobie radziliśmy. Miałam wiele wątpliwości, myśli „co ja
      zrobiłam, nie dam rady”. Ale z drugiej strony wiedziałam, że skoro już ją
      przywiozłam ze schroniska i wzięłam na siebie odpowiedzialność za nią to nie
      mogę się poddać. Walczyłyśmy obie i myślę, że teraz, 2 lata od adopcji ,mogę
      powiedzieć, że walkę wygrałyśmy. Teraz ich relacje są idealne, każdy zna swoje
      miejsce w stadzie, są dla siebie wzajemnym wsparciem i stoją za sobą murem, a
      Mela z dzikusa stała się największym przytulasem. I naprawdę z ręką na sercu
      mogę powiedzieć, że było warto. Dlatego życzę Ci wytrwałości, samozaparcia i
      konsekwencji – na pewno się uda!

  • Valerie

    Mam jednego, ale pracuję jako petsitterka i w zasadzie mam psy dwa. Mój bardzo przyjaźni się z tym drugim, na większość spacerów chodzą razem. Chcąc nie chcąc musiałam opanować sztukę posługiwania się dwoma smyczami na raz, nie spuszczania z oka dwóch biegających obiektów na raz i wiele innych „podwójnych” umiejętności więc tak na prawdę czuję się, jakbym żyła z dwoma psami :)

  • Anu

    Mam 2 psy i…. dobrze mi z tym ! ;)

  • Ja się dopiero do tej przyjemności szykuję. Hihi. :>

  • Chochlikkk

    Psy mam dwa, jeden w domu, drugi u rodziców ;) Ale jestem petsitterką więc codziennie psów „mam”… od 4 do 11 :D
    Po za tym uważam, że super mieć dwa (uwielbiam jak jakiś podpieczmy jak na kilka czy kilkanaście dni u mnie), i tak trzeba wyjść, i tak trzeba się bawić (a tak ten problem trochę się rozwiązuje), karmy niby więcej, kup niby też… ale z dwoma psami jest najlepiej na świecie. Z trzema na raz jest trudno – mi na ogól rąk brakuje.

  • Anna

    Mam 2 sunie, które są dla siebie terapeutkami :) obydwie z drugiej ręki ze swoimi problemami. Jako, że nie są aż takie ciężkie, to nawet już mam opanowane podróżowanie pociągami (pies pod pachę, a że pachy dwie to i dwa psiaki) nie mówiąc o manewrowaniu smyczami, co czasami przypomina jakiś dziwny taniec :) Nauka komend teoretycznie łatwiejsza, bo się od siebie uczą, ale każda uczy się inaczej.

  • a ja mam cztery psy. I od miesiąca mieszkam z nimi w bloku. Sama. I myślę, że paradoksalnie ta zmiana była dla nich najlepsza. Dawno nie widziałam ich tak szczęśliwych i zmęczonych. Ale fakt, to ja chodzę teraz niewyspana ;)

    • O takie mam :)

      • Jak organizujesz spacery temu stadu? Razem? Osobno? Dwójkami?

        • Mam fajne smycze, chodzimy wszyscy razem. Plus czasem ekstra spacer / bieganie pojedynczo :)

      • Cocaron, terrier i trzy setery na Twojej jednej (!) głowie? Szapoba.

        • I dwa koty ;)

          • LILY

            Mam dwa psy i dwa koty :) w mieszkaniu 30m2 i nie wyobrazam sobie zycia bez nich :)

  • Zdaniem Psa

    Mam dwa psy bo z jednym jest mega nudno. Zgadza się, to dwa razy większe wydatki. Miesięcznie nie 200zł lecz 400 plus weterynarz, kaszel kennelowy wykończył mój portfel 2 miesiące temu i musiałam sobie sporo odmówić. Czy więcej roboty? Zależy. Mój starszy pies, Lary jest wychowany, troszkę się starzeje i znamy się jak łyse konie, jest zrobiony więc jedynym problemem jaki z nim mam jest zżeranie śmieci i tyle. Dlatego mam sporo czasu na wychowywanie mojego hiperaktywnego szczyla i nie czuję z powodu posiadania dwóch psów większego zmęczenia. Ziva owszem, daje mi w kość ale Lary nie ma w tym swojego udziału :)

    Czy warto? Mam dwa psy które świetnie się dogadują, lubią się ze sobą bawić, śpią przytulone do siebie i to chyba najwspanialszy widok jaki mogę sobie wyobrazić. Uzupełniają się, spełniają moje oczekiwania i cieszę się, że są ze mną. Zimowe noce są znacznie cieplejsze, gdy nogi ogrzewa mi labrador, a brzuch border collie. Przydałby się trzeci, który ogrzeje mi plecy.

  • kalyna

    Mam 3 i dobrze mi z tym… ale problemy się dwoją i troją. Jakbym miała jednego to tego sobie trochę nie wyobrażam i pewnie wchodziłby mi na głowę, a tak to musi być dyscyplina. I o wiele więcej czasu na pracę i całego ogarniania i na końcu jest dopiero pora na mizianki ;) A już nie wspomnę, że na serio nie jest kolorowo jak w stadzie ma się dwa niekastrowane i dominacyjne samce.
    Z drugiej strony nie ma odpowiedniej lektury, jak postępować z psami, gdy jest więcej niż jeden, jak to poukładać, aby wszystko dobrze funkcjonowało i na co zwracać uwagę. I co rusz, któryś ma durniejszy pomysł.

    Posiadanie więcej niż jednego psa ma wiele zalet i wiele wad, dopiero po dogłębniej analizie można decydować się na kolejnego psa. Koszty i czas to są główne zależności :P

    • JolaW

      Tak nikt nie chce szkolić dwóch psów razem a oni funkcjonują przecież razem, są wykastrowani to tyle dobrego że większy nie przeskakuje przez ogrodzenie. Lektury na ten temat nie udało mi sie znaleźć.

    • Do tej pory nie szukałam książek na temat posiadania i relacji z więcej niż jednym psem, ale otworzyłaś mi oczy, że faktycznie, nie spotyka się takiej literatury. Doskonale kojarzę ze zdjęć Twoje owczarki, ale prawdę mówiąc sądziłam że są kastrowane. Teraz się zdziwiłam i podziwiam jak to działa :)

  • Alicja

    Mam dwa adoptowane psy- trudną 6-letnią wyżełkę szorstkowłosą Esmę i małego kundelka Jacka, który przyjechał z wrocławskiego schroniska wraz z moim synem. Jacek zastąpił przygarniętą Sonię, która po 10- letnim pobycie u nas zachorowała na nowotwór i odeszła. Esma jest o tyle trudna, że kocha swoja rodzinę i wszystkich gości. Natomiast agresję budzą osoby będące ,,za płotem” ogródka. Dwa psy to wiekszy wydatek, ale sprzątanie jest zawsze takie samo. Dwa- trzy razy w tygodniu, jak trzeba częściej, mycie podłóg. POza tym na spacery biore dwa psiaki razem, tak też dostają jedzenie. Zawsze ten dochodzący pies jest wychowywany przez mieszkającego już lokatora. Do zespołu zaliczyć też można dwie kotki, Puma i Happy. Koty także wyznaczały psom ścieżki poruszania się po domu i hierarchie ważności. Puma w ubiegłym roku także już odeszła , a jej rewir przejeła Happy. Wiadomo, że to ona siedzi pod stołem, i psy podchodzą niezbyt blisko, bo pazurki kotki budza respekt.
    Pozdrawiam

    • Oj, czasem myślę, że nam też by się taki kot przydał, co by wyznaczył ścieżki. U nas Bonzo jest „z odzysku” i miewa problem z obcymi mężczyznami, właśnie staramy się to wypracować, bo nastały wreszcie dobre warunki na trening. Pozdrowienia dla Esmy i Jacka :)

  • LABrunner

    No, mamy… :D A na ogródku nawet trzy.

    • To Wy jeszcze ogródek macie i jeszcze jednego piesa? Szok i niedowierzanie!

  • pp

    preciosa:)
    Jeden z odzysku i jedynaczka była obrażona:) ale wypracowaliśmy już jakiś system:D totalnie inne charakterki. nie jestem już w stanie wyobrazić sobie domu bez minimum dwóch psów:)

  • Basia

    Mam dwa od… dwóch tygodni, więc na razie przyzwyczajam się do sytuacji, ale zapowiada się fajnie :)

    • Hihi, no to powodzenia Basiu – trzymam kciuki na jakby co :)

  • Guest

    Posiadaczka -puki co- trzech futer z czego jedno futro jest głuche :-) Jest nam dobrze,miłości starcza i dla psiej sfory i dla dwóch kocich łapek.Chyba nie potrafiłabym już żyć tylko z jednym psem.Jako,że wychowanie moich czworonożnych puchaczy jest również moją pasją ,to nie narzekam na brak czasu dla nich.Zawsze zorganizuje dzień tak aby z wszystkim zmieścić się w czasie :-) Jeśli kogoś ciekawi jak żyć z głuchym psem,to zapraszamy https://www.facebook.com/DeafDogLemmy?ref=hl

  • mizzparadize

    mam 2 psy – do niedawna były 3, niestety jeden odszedł. I to jest jeden z „plusów” posiadania stada – nie cierpi się tak bardzo po stracie bo trzeba zająć się tymi, którzy zostali i też na swój psi sposób mają żałobę. Dla mnie – mieszkającej w domku z duzą działką i w kilka osób więcej psów to tylko więcej radości. Odpada problem braku miejsca czy czasu na spacer. Albo wyjdzie z nimi ktoś inny, albo po prostu spędzą dzień biagając tylko po działce. I same nawzajem się sobą zajmują – uwierzcie, że jeden pies nawet mając wielką działkę i ulicę do obserwacji będzie smętnie siedział w miejscu. We dwoje czy troje mają zajęcie na cały dzień. Lęki separacyjne też nie są nam znane – pies nigdy nie zostaje przecież sam. Konflikty między psami tej samej płci oczywiście bywały (miałam 2 psy i suczę) ale w sytuacjach psy vs reszta świata zawsze stawały za sobą murem. Relacje między psami są źródłem nieustającej radości, nie wyobrażam sobie już mieć jednego zwierza.

    • O, to, to. Jeden pies teraz wieje dla mnie straszną nudą :) Ale tylko dlatego, że pojawiły się warunki w których posiadanie dwóch nie jest obciążeniem.

  • Martynka

    Tez mam dwa, dwie psiurki, kompletnie niedopasowane do siebie charakterami wiec mam duzo pracy z nimi ): Ale najwieksza prace juz odwalilam, nigdy juz wiecej nie czuje sie niekochana, samotna, nieszczesliwa, bo jednak jest ktos kto oddal by a mnie zycie :)

  • Inia

    4 :)

  • sweety21

    Mam dwa psy to sama radość:) Widać po pyskach:)

    • O, znamy to spojrzenie! Spojrzenie psa na haju szczęśliwości :)

  • Milla

    Mam … 4 wielkopsy (wychodzi, że mam ciut ponad 200 kg miłości), studiuję dziennie i w między czasie pracuję.
    Dwie sunie były „planowane”, trzeci samiec trafił nam się jakoś tak przez przypadek, dla zachowania równowagi między Dziewczynami. Pojechałam do schroniska, był wielki, smutny i siedział tam prawie całe swoje 11 letnie życie – nie mogłam mu powiedzieć, „sorry, planowałam mniejszego pieska”.
    Przyjechał i jest, cieszy się na tyle na ile pozwala mu Jego zdrowie, a obie suki trzyma na dystans wiedzą i doświadczeniem.
    A czwarty? Niewidomy zwrot z adopcji, gdy wrócił, wiedziałam, że nikomu Go nie oddam. Nauczył moją nieśmiałą sukę pyskowania, radości z moich powrotów i dzikich szaleństw na spacerach.
    Spacery? My nie spacerujemy, my przeprowadzamy najazd hunów! Kto nas nie zna, grzecznie przechodzi na druga stronę ulicy. I dobrze, bo pierwsza sunia, ludzi się boi i ucieka, a druga też się boi, ale woli konfrontacje. Panowie to dwie ostoje spokoju, nic ich nie rusza. Logistyka smyczowa wymusiła na nas pewne nawyki i komendy, ale daliśmy radę.
    Jedzenie? Któż go nie kocha? Tylko jakoś kurier ze sklepu nei lubi do nas przyjeżdżać, bo zawsze nażeka, że strasznie dużo musi wtedy nosić…. :P
    Weci znają nas na pamiec, kochamy chorować, każdy pies to niestety zbitek jakichś dziwnych chorób, ale nie poddajemy się. Tylko ja pracuję wiecej, żeby towarzystwu jakoś lepiej było.
    Kocham, nie oddam, a coporanne powitania sprawiają, że każdy dzień jest piękny od początku.
    Jak mawia znajoma „dwupak, trójpak, a potem to już z górki” i zaskakujaco dużo w tym jest prawdy.
    Już nie wiem jak mogłoby być inaczej, na kazdy urlop conajmniej dwójka jedzie ze mną, pozostała dwójka woli nie zmieniać miejsca bycia ;)

    • Niesamowite! Milla, wielki podziw, uwielbiam takie historie. Ale najbardziej ciekawi mnie – czy nie jest trudno zachować spokój w relacjach między czterema psami? U nas jeden z drugim się nakręcą w zabawie i latają furkocząc i skacząc zupełnie zapominając, że są w małym mieszkaniu.

      • Milla

        Jakoś tak wyszło, że każdy z naszych psów, ma na tyle inny charakter, że zdejmuje z nas-człowieków rolę poganiacza niewolników. W ogóle nasza rola sprowadza się do wydajnika posiłków, wydajnika głasków i wydajnika smyczy na spacer :P
        Dwójka BPP faktycznie potrafi nieźle poszaleć i próbować zdemolować dom (jedno jest niewidome), ale w tym momencie wkracza BOSica i cichym acz komunikatywnym warkotem sygnalizuje koniec zabawy (w brew pozorom jest najmłodsza z towarzystwa), a BPP jeśli uważają, że warkot był niezasłużony pędzą do sznupa naskarżyć ;)
        Zgrzytów raczej nie ma, choć gdy zostają same, BPP lądują w innym pomieszczeniu – ze wzgl na ślepaczka, bo jednak mniejsza przestrzeń jest łatwiejsza do opanowania.
        Trochę też daje ilość miejsca, bo jednak mieszkamy w domu (parterowym, 4-pokojowym). I niestety, niezależnie od tego co sie psom wydaje, to ja jestem „Naj”, a One sobie nawzajem tylko starają się za bardzo nie przeszkadzać.
        Choć, ponieważ bierzemy czynny udział w gromadnych spacerach w naszej okolicy, czasem zwiedzamy i Warszafkę, to wtedy dopiero okazuje się jak silnym stadem są. ;)

  • Aga

    Mam dwa i dobrze mi z tym – dziewczynki pekinki – nie mam kompletnie żadnych problemów, nawet pracując na cały etat. Tworzą radosny dom i są naszą rodziną. Nie wyobrażam już sobie mieć jednego psa.

  • Ja mam jednego, gdy czytałam wspomnienia Magdy o jej suczce, jakbym czytała o Cookim ;) My jednak nie przeprowadzamy się na razie na wieś, po prostu pracujemy. I z tego też względu nie decyduję się na drugiego psa, przy obecnym trybie życia i ogromie pracy jaką wkładam w Cookiego (wciąż za mało), drugi pies jest niemożliwością, ponieważ tak jak pisała Masza musiałabym wyprowadzać je również na indywidualne spacery. A szkoda, marzy mi się szczeniak o znajomym pochodzeniu, którego układałabym od początku tak jak bym chciała, z wykorzystaniem wiedzy jaką teraz posiadam. Trzymam kciuki za mojego psa, żebym mogła mu kiedyś sprawić siostrę ;)

    • Oj, doskonale rozumiem. Miałam dokładnie takie same pragnienia kiedy miętosiłam się sama z Bonzem. A i teraz co prawda drugi pies trochę tak mi się nawinął pod rękę razem z chłopakiem i jest super, ale marzenie o układaniu psiaka od maleńkości nadal pozostało :)

  • Mam dwa Yorki mamę i córcię i są moimi oczkami w głowie, ale to prawda, że opieka na taką dwójką to dużo więcej roboty. A jak tu zrobić, żeby jedna o drugą zazdrosna nie była! To wyzwanie każdego dnia :)

  • Mam 2 psy i kotkę <3 I powiem Wam – to wciąga! Myślę intensywnie o tym, żeby adoptować trzeciego psiaka. Tak – pewnie utoniemy w sierści w okresie wymiany futerka, ale co z tego! Życie ze zwierzętami jest fajniejsze, śmieszniejsze :) A kiedy wracam zmęczona z pracy to zawsze z wielką radością przywitają mnie te 3 mordy – i od razu dzień staje się piękniejszy :D

  • Od niedawna mamy niestety nie trzy a dwa psy, plus jeden w doskoku. W doskoku oznacza, że spędza z nami cały dzień a często i wieczory. Bywa ciężko, bo z trzema wyjść się nie da i któryś zawsze patrzy proszącymi, wielkimi oczami (spaniele są w tym świetne!). A jak już człowiek się zlituje, to mu złamią nogę ;) A i tak szkoda, że z kolejnym mogłoby być za ciężko :(

  • Jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch pieszczochów Stefanka i Blancika :) I choć wszystkiego mam dwa razy więcej to nie zamieniłabym się z nikim. Ogromnie wzrusza mnie ta bezinteresowna miłość, którą darzy nas nasz mały zwierzyniec oraz fakt jak bardzo są od nas zależne, jak wspaniale się odwdzięczają. Uwielbiam z nimi wszelkie przytulaski i co z tego, że będę cała w sierści? Co z tego, że muszę siedzieć na krześle, bo moje pieseły zajęły całą sofę? A głaskanie tych czortów jest niezwykle uspokajające i wyciszające i nic nie działa lepiej na poprawę humoru niż obserwowanie moich pociech, nawet kiedy śpią :)

  • marieanne

    A ja mam 3 sztuki chwilowo (bo w tym roku dojdzie 4 do pary, 2 suki i pies) ;-) wszystkie z tych raczej olbrzmich ;-)
    I nie zamieniłabym tego już na 1 psa w domu. Nie znam aspektu w którym nie jest lepiej – no może oprócz ilości zjadanego żarcia, no ale nie ja to noszę, nie? :D
    Zgadzam się w 100% z Millą, ale dla mnie z górki to zrobiło się jak pojawił się w domu drugi pies – to pierwsze dopsienie było najtrudniejsza decyzją, bo jak to będzie? A potem? Z górki ;-)
    W zeszłym roku mieliśmy na kilka dni w domu… 16 sztuk :D w tym 12 młodocianych, 6 tygodniowych berneńczyków, do tego 2 ludzi… i było czadowo :D co prawda taka ilość to jak dla mnie tylko okazjonalnie, ale nie narzekałam ;)
    Nasz docelowy stan żywca w domu to 4 psy + nas dwoje – stado fajne, ale na tyle mobilne, żeby dało się ze wszystkimi pojechać na wakacje i wyjść w góry :) Nie wyobrażam sobie zostawiania któregoś psa, gdy jadę odpocząć…

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

  • W moim rodzinnym domu zawsze były i psy, i koty, w ilościach znacznych. Zazwyczaj w proporcji 3 psy na 2 koty, ale bywało więcej :) Zwierzaki bardzo kochałam i kocham nadal, ale od kiedy mieszkam sama wystarczy mi jeden kot. I może jeszcze kiedyś jeden pies. Wiem ile energii, czasu, pieniędzy i troski wymaga opieka nad dużą gromadą zwierząt i w tej chwili nie odważyłabym się na to. Tym bardziej podziwiam osoby, które mają więcej niż jedno zwierzę :)

  • nigra

    Ja mam dwa suczydla rotke i rottko-labke, wcześniej były dwie albo trzy sztuki. Uważam, ze psu który jest sam jest smutno. Tak zawsze jak zostają to we dwie, jak jedziemy na Mazury to sa minimum we dwie a najcześciej we cztery :-) rodzina tez jest zapsiona. Rzeczywiście wszystkiego jest dwa razy więcej i obowiązków i spacerów i zabawek i kasy na leczenie potrzeba dwa razy więcej i glaskow i buziakow ale radość i satysfakcja ze sie ma tak cudowne, grzeczne i piękne dwa suczydla tez jest podwójna. U nas jest hasło Ty i ja i rottki dwa :-)
    Czasem tylko przykro, ze ma sie tak mądre i cudowne psy, które nie skrzywdzę nawet muchy a jakiś pan przechodzi zniesmaczony na druga stronę ulicy, mówiąc do swojej zony, ze ta baba nie da rady ich utrzymać :-( jeśli ktoś głupi to ma dwa razy dłuższa drogę- ja nie muszę silowac sie ze swoimi psami jestem treserem i im wystarcza jedna komeda, ktora wykonują bo mnie szanują i kochają tak samo jak ja je szanuje i kocham. Chciałabym trzecia rotteczke ale juz nie w bloku.

  • ania

    U mnie trójka. A miało nie być żadnego! Ponad 4 lata temu wróciłam z pierwszej dalekiej i długiej podróży w świat. Złapałam bakcyla, więc powrót miał się sprowadzić tylko do tego,żeby pozamykać tu swoje sprawy, pozbyć się rzeczy spakować w plecak i cześć przygodo z biletem w jedną stronę. Czas operacyjny na poskładanie spraw i pożegnanie: miesiąc. Siostra pojawiła sie u mnie z oczami kota ze Shreka: „Jest na paluchu sunia, nie wychodzi z klatki, zaden wolontariusz nie jest w stanie jej stamtad wyjąć, dostaje spazmów, paniki, tak przerażona ludźmi jest. Weź ją na ten czas, póki tu jeszcze jesteś. Znajdę jej dom, a ona w tym czasie może nauczy się trochę, że ludzie to niekoniecznie tylko do znęcania się nad nią zostali stworzeni”. Wzięłam. Po 5 minutach wiedziałam, że już nigdzie nie pojade bez biletu powrotnego.. Przeżyłyśmy wszystkie plagi świata razem, ja ryczałam jak głupia codziennie kiedy widziałam ją jak trzęsie się ze strachu przy każdym moim ruchu, pierwszy spacer po 3 tygodniach – 3 nad ranem, 15 sekund przed blokiem, żeby nikogo nie było. Pierwsze zamerdanie ogonem na mój, na KONKRETNIE MÓJ WIDOK – przysięgam na wszystko nic nigdy mnie tak nie uszczęśliwiło. Dzisiaj jest rudą terrorystką, klasycznie kradnącą większą część miejsca w łóżku i opierdzielającą za każde spoźnienie się do domu. Druga… beagle odebrany przez fundację z pseudohodowli. Wezmę na jakiś czas, zanim nie znajdzie domu, niech troche dziewczyna odpocznie po tym co przeszła. Nie ma takiej opcji.. Wystraszona ruda i beagle autobus dream team gang od pierwszego wejrzenia. Relacja trochę jak Toudi i Książę Iktorn z Gumisiów. i tak minely 2 lata, kolejny beagle na chwile. Bidula 6 lat zamknieta w jakiejs piwnicy, miot za miotem. Tez na chwilę. Psa o wyrazie pyska jakby codziennie rano dostawał patelnią w twarz nie oddaje się nikomu. Takiego psa sie kocha do śmierci :-) Więc chodzimy teraz razem ten dziwny gang (tak, kazdej z nich się wydaje że jest co najmniej pitbullem i ustawiają całe osiedle, z czego żadna nie wie do czego zęby w ogole słuzą). 1 kundel poruszający się jak żołnierz na wojnie – obczajka terenu co ułamek sekundy, gruby beagle autobus z nosem w ziemi, bo przecież żarcie i skarby tutaj i beagle z pyskiem takim, że każdy komentuje :-) Każda innym tempem chodzi, Gadżet i jego bajery mogą się schowac przy mojej technice manewrowania rękami :-)

  • Piegusy

    Mam dwa psy, a chwilę potem już trzy. ;) Największy problem to wziąć drugiego psa. Potem idzie już z górki. ;) True story.

  • Mona&Lexi. Na razie mieszkamy w moim własnym mieszkanku, ale zastanawia mnie jak sobie poradzę w pojedynkę z teoretyczną przeprowadzką do większego miasta w przyszłości i wynajmem pokoju/kawalerki. Dziewczyny mają kennel. Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji i udało mu się bezproblemowo wszystko ogarnąć z dwoma piesami?

  • szala

    Mam dwa psy i dosłownie umieram.. Miałam na początku bulodżke francuską adoptowaną, ale teraz jeszcze przygarnęłam 5mies. owczarka, powiem szczerze, że nie wiem co robić, jestem sama i na początku było ok, ale teraz już nie wytrzymuję z dwoma psami, szczeniak zbytnio się rozbrykał, dobrze, że chociaż na smyczy umie chodzić.. Przykro mi samej, że to mówię, ale szczerze żałuję, że go przygarnęłam bo codziennie padam na twarz.. Ostatnio wylądowałam w szpitalu z przemęczenia.. Wyniki wszystkie miałam w normie, lekarz powiedział, że jak tak dalej będę żyć to padnę któregoś dnia i nie będę nawet wiedzieć kiedy.. Nie wiem co zrobić. Bo brak mi już sił.. Buldożke kocham nad życie, ale do nowego psa czuję jeszcze dystans.. Nie wiem dlaczego, ale tak obco się przy nim czuję..