Poradnik psiego opiekuna

O dobrych spacerach

  Co to znaczy „dobry spacer”? Jak powinien wyglądać? Jak długo trwać?

Autorem artykułu jest Dawid Urbanowski – szkoleniowiec, właściciel szkoły „Creative Dog”.
Na zdrowe i zrównoważone życie psa mają wpływ trzy czynniki:
  • możliwość zrealizowania nadmiaru energii, czyli w skrócie ruch;
  • jasne i klarowne zasady, czyli co wolno, czego nie wolno i jakie stałe rytuały panują w rodzinie, w której psu przyszło żyć;
  • czułość.

 Kolejność wyżej wymienionych składników nie jest przypadkowa. W większości przypadków, w swojej pracy mam do czynienia z psami, których życie w głównej mierze składało się tylko z tego trzeciego elementu, czyli czułości. Niestety, niezależnie od szczerych i dobrych intencji właścicieli, sama czułość bez dwóch pierwszych składowych (które w mojej opinii są przejawem głębszego i bardziej holistycznego rozumienia zwrotu „kochać swojego psa”) czyni paradoksalnie psi świat światem mało bezpiecznym, co prowadzi do zaburzenia zachowań. Ja w moim dzisiejszym artykule chciałbym skupić się na pierwszej składowej, bez której ani rusz, czyli na możliwości zrealizowania drzemiącej w psie energii (ruchu).

Tak to już natura wymyśliła, że dała psu cztery łapy, na których może przemierzać godzinami dziesiątki kilometrów. Jeżeli wątpisz w to, czy Twój leżący na kanapie labrador jest zainteresowany kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciokilometrowym spacerem, to zapraszam Cię do odwiedzenia jakiejkolwiek strony poświęconej dog trekkingowi, a najlepiej do wzięcia udziału w takiej imprezie. Tak więc podstawową, naturalną aktywnością psów jest chodzenie. W moim postępowaniu z psami prezentującymi zaburzone zachowania wykorzystuję ten fakt bardzo często. Pies ma potrzebę spacerowania i lubi podążać za człowiekiem, w związku z tym odpowiednio zrealizowany spacer w wielu przypadkach staje się panaceum na rozmaite kłopoty z zachowaniem (choć w dalszym ciągu nawołuje do realizacji wszystkich trzech składowych czyli ruchu, zasad i czułości). Co to znaczy spacer zrealizowany „odpowiednio”? Tak więc po kolei.
Przegrupowanie i potwierdzenie porządku polowania
U naszych psów, niezależnie od rasy, wciąż drzemią (w zmodyfikowanych formach) te same instynkty, które kierowały wilkami. Tak więc nasz pies postrzega wyjście na spacer, jak coś na kształt wspólnego wyjścia na polowanie, bądź obchodu swojego terenu łowieckiego, a także eksploracji nowych terenów. Zanim wyruszymy na wspólny spacer, konieczne jest określenie jeszcze przed wyjściem zasad panujących. Wielu właścicieli psów popełnia podstawowy błąd „podkręcając” już i tak rozemocjonowanego psa poprzez różne radosne komunikaty typu ” tak, tak idziemy na spacer” itp. Pies w tym czasie jest bardzo pobudzony – biega, szczeka, skacze. A jakie wyjście z domu, taki cały spacer. Gdy wyszliśmy z domu w atmosferze pobudzenia i chaosu, to zabierzemy to pobudzenie i chaos ze sobą. Później okaże się, że pies na spacerze jest hiperaktywny, cały czas wisi na smyczy, ciągnie nas, gdzie tylko chce i rzuca się na napotkane psy, rowerzystów, biegaczy w parku i.t.d. Spacer zamienia się w pasmo udręk i często wracamy z niego do domu wykończeni psychicznie i fizycznie, nieprzychylnie patrząc na bogu ducha winnego psa. A wszystko może wyglądać inaczej. Wróćmy do momentu wyjścia.
Co jest kluczową sprawą? Emocje. Pamiętajmy, że z jakimi emocjami wyjdziemy, tak będzie wyglądał cały spacer. Nasze psy są z nami bardzo mocno połączone, więc to my najpierw w sobie musimy znaleźć w sobie odpowiedni stan emocjonalny (w tym wypadku najbardziej pożądany jest spokój) i pozostać w nim na tyle długo, by udzielił się również naszemu psu. Natura dąży do wyrównania i stabilizacji, zatem po pewnym czasie emocja, która najsilniej oddziałuje zacznie wpływać na otoczenie. Dlatego tak ważne jest, abyśmy odnaleźli (bądź rozbudzili w sobie) spokój i pozostali w nim. Pomocne jest tu świadome używanie mowy ciała. Czyli im bardziej pies jest w ruchu, tym my ruszajmy się mniej. Czasem dobrze jest stanąć wyprostowanym w jednym miejscu i w ogóle się nie ruszać. Okazuje się, że jak nie gonimy psa po przedpokoju, nie krzyczymy, nie machamy rękoma i nie  próbujemy go złapać, to i on się zaczyna uspokajać, dostrajając się do naszego stanu emocjonalnego. Z czasem robi się zupełnie spokojny i pozwala spokojnie zapiąć sobie smycz. Początkowo może to być trudne i zajmować nieco czasu, ale trening czyni mistrza. Drugi kluczowy moment, to otwarcie drzwi od domu. Tu w psach znów pojawiają się emocje. Jak tylko pies widzi otwarte drzwi, często rusza w ich kierunku podekscytowany. Co się dzieje w sferze emocji? Jego hiperaktywność przykryła nasz spokój. Naszym zadaniem jest znów zasianie spokoju w całej sytuacji. Zatem powoli zamykamy drzwi (uważając by nie uderzyć nimi psa) i stoimy spokojnie, czekając na wyciszenie. Czasem zajmuje to chwilę. Gdy emocje u psa opadną, podejmujemy kolejną próbę otwarcia drzwi. Jeśli pies się pobudzi, znów je zamykamy i powtarzamy całą procedurę. Zwykle po kilku razach udaje się uzyskać efekt w postaci psa czekającego spokojnie przy otwartych drzwiach na nasz sygnał do wyjścia. Pamiętajmy, że kluczowy jest tu nasz spokój. Musimy być jak cierpliwy rodzic, który uczy dziecko radzenia sobie z frustracją.
Wspólny marsz

 Udało nam się ze spokojem wyjść z domu zatem rozpoczynamy wspólny marsz. Brzmi tak prosto, jednak gdy obserwuje wielu właścicieli psów spacerujących ze swoimi podopiecznymi, rzadko kiedy ich marsz można nazwać wspólnym. Zwykle człowiek idzie gdzieś z tyłu, a pies przed nim co chwila obsikuje różne słupy i inne atrakcyjne obiekty i jedyne co ich łączy, to smycz, która w 90% przypadków jest napięta (a pamiętajmy napięcie rodzi napięcie). Teraz wyobraźmy sobie wilki, które tak właśnie idą na polowanie. Jeden idzie z przodu i co chwila zatrzymuje się bo widzi coś fajnego do obsikania, drugi gdzieś w tyle nie do końca ma świadomość gdzie idzie, po co i z kim ale idzie. Czy w takim układzie polowanie by się powiodło? Oczywiście, że nie. Ono może się powieść tylko, gdy wilki idą zwartym szykiem, są z sobą w stałym kontakcie, każdy działa na rzecz całości i ma ściśle określone zadania i wszystkie szanują reguły, jakie rządzą polowaniem, a co za tym, szanują siebie nawzajem. Co to w ogólnej perspektywie powoduje? Poza oczywistym faktem zdobycia niezbędnego pożywienia, przede wszystkim umacnia więzi pomiędzy członkami grupy rodzinnej (albo jak kto woli stada). Dlatego dla nas i naszych psów spacer jest tak bardzo ważny. Tak więc, co robić? Otóż pierwsza i kluczowa sprawa, to tzw. „ustabilizowanie psa” . To my, jako opiekunowie, odpowiadamy za naszego psa, zatem, to i my określamy reguły jakimi spacer się rządzi. Co to znaczy „stabilny pies”? To pies, który czeka spokojnie w jednym miejscu, na luźnej smyczy, aż człowiek zainicjuje pierwszy krok. Czyli zabawy w emocje ciąg dalszy. Czekamy ze spokojem, aż pies się ustabilizuje i dopiero ruszamy. Jeśli w psie na chwilę wezbiorą emocje i powiesi się nam na smyczy, zatrzymajmy się ze spokojem i znów go ustabilizujmy. Psy dość szybko uczą się, że jak ciągną, to nie idą (a bardzo chcą iść), a jak są stabilne, to idą. Kluczowy jest to oczywiście nasz stan emocjonalny. W ten sposób pies uczy się też, zwracania na nas uwagi i podążania za nami. Oczywiście osiągnięcie biegłości w takim wspólnym spacerowaniu zajmie trochę czasu, ale naszym psom to się zwyczajnie od nas należy. Natomiast efekty płynące z takiej cierpliwej wspólnej nauki są zawsze bardzo trwałe i z pożytkiem dla obu stron. Pamiętajmy też, że to my, jako opiekunowie, ustalamy wszystkie inne zasady związane ze spacerowaniem. Bardzo ważne jest, żebyśmy nie pozwalali psu wciągać się we wszystkie miejsca, gdzie ma ochotę się załatwić, tylko sami wyznaczali psu czas i miejsce na załatwienie potrzeb. W ten sposób nasz marsz będzie spokojny i stabilny, nie przerywany ciągłymi przystankami na obsikanie wszystkich drzew w okolicy, a nasz pies tym bardziej będzie zwracał na nas uwagę.

Polowanie

Ponieważ jednak psy to nie wilki i wspólnie z nami nie będą goniły sarny po lesie (choć nie jeden miałby na to ochotę) po to by ją triumfalnie zjeść, winniśmy zapewnić im coś, co byłoby namiastką tego aktu, a co w dalszym ciągu pogłębiało by naszą z psem więź. Tą funkcję doskonale pełni zabawa. Spacer warto zaplanować tak, abyśmy stabilnie doszli z psem, do jakiegoś bezpiecznego miejsca, gdzie będziemy mogli spuścić psa ze smyczy i zaoferować mu jakąś wspólną zabawę (np. frisbee). I znów to my inicjujemy zabawę, określamy jej reguły i czas trwania. Po czym zapinamy psa na smycz i zgodnie z ustalonymi wcześniej regułami wracamy do domu.

Powrót do gniazda

 Wejście do domu realizujemy tak samo jak wyjście z niego, czyli ze spokojem otwieramy drzwi i chwile stoimy, jeśli pies stoi i czeka spokojnie to możemy wejść, jeśli się wpycha, to spokojnie zamykamy drzwi i czekamy, aż się uspokoi. Procedura powrotu zwykle bywa łatwiejsza, bo pies zrealizował już nadwyżkę energii i zaczął większą uwagę zwracać na nas. Po wejściu do domu odpinamy smycz i pora na odrobinę czułości:-) .

Jak długie powinny być spacery?

Z moich obserwacji wyraźnie wynika, że aby spacer pełnił swoją wielowymiarową funkcję, czyli:
– dawał możliwość zrealizowania drzemiącej w psie energii;
– stabilizował psa emocjonalnie (tak na marginesie, właściciela też);
– pogłębiał i cementował relację psa z opiekunem opartą na wzajemnym szacunku.

Musi łącznie zajmować minimum 2,5 godziny dziennie. Czyli dwa półgodzinne spacery rano i wieczorem i jeden 1,5 godz. spacer popołudniowy (na którym spuszczamy psa ze smyczy w celu wspólnej zabawy). Oczywiście reguła jest jedna. Im więcej spacerów tym lepiej.

Czy rasa ma znaczenie?

Zawsze należy zachować zdrowy rozsądek. Jeśli mamy buldoga angielskiego, który ze względu na kłopoty z oddychaniem mdleje przy nieco większej aktywności, to dostosujmy czas trwania spaceru i tempo do niego. Ale zawsze ostrożnie wypowiadam takie zdania, bo często spotykałem się z taką ich interpretacją, że właściciel poczuł się w pełni usprawiedliwiony zabierając swojego psa na trzy spacery dziennie po pięć minut każdy, a to jest karygodne. Ja podam tylko taki przykład. Miałem kiedyś psa rasy chihuahua, który z radością uczestniczył w dwudziestokilometrowych pieszych marszach i lubił biegać przy rowerze. Znam też kilka yorków, które mu w tym nie ustępowały. W psach niezależnie od rasy, czy gabarytu drzemią te same potrzeby.

Na koniec napiszę, że naturalna i podstawowa aktywność w postaci zwykłego marszu jest udziałem nie tylko psiego świata. My ludzie mamy dokładnie tak samo, tylko że w dzisiejszym zabieganym świecie zdarza się nam o tym zapomnieć goniąc w pośpiechu w naszych samochodach. Może psy chcą nam o czymś przypomnieć? Warto to rozważyć. Ja napiszę tylko, że jestem im wdzięczny i kończę już ten wywód, bo właśnie idę z moimi psami na spacer.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Pan Tytus 9 marca 2013 at 19:55

    W pełni się z tym zgadzam i to mi wystarcza.

  • Leave a Reply