Po co czytać o zwierzętach? Animal studies w Polsce
Styl życia

Po co czytać o zwierzętach?

Wysyp książek o zwierzętach, serial o psach na Netflixie, wzrost zainteresowania przyrodą – to fakty. Co nam daje czytanie o zwierzętach?

Dostałam niedawno propozycję pisania o zwierzętach dla dużego portalu. Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród klientów-czytelników nie pozostawiły miejsca na wątpliwości: ludzie chcą czytać o zwierzętach. Traktuję to jako dobrą okazję do odpowiedzi na pytanie – po co czytać o zwierzętach?

Popularność tematyki zwierzęcej rośnie

Wiele się zmieniło na świecie od kiedy pojęcie „gatunkowizmu”, zestawione z rasizmem i seksizmem, zostało rozpowszechnione przez Petera Singera w latach 70.

Gatunkowizm

stawianie interesów gatunku ludzkiego ponad interesami innych gatunków; szowinizm gatunkowy, dyskryminacja gatunkowa

– Słownik Języka Polskiego

Z każdego z tych tematów mamy jeszcze sporo lekcji do odrobienia, ale wierzę, że jesteśmy na dobrej drodze, by częściej rezygnować z antropocentrycznej postawy, w którym człowiek jest na środku, a cały świat kręci się wokół niego i tylko czeka, aż człowiek cmoknie, by paść u jego stóp i z oddaniem lizać stopy. Niby zalatuje XVIII wiekiem, ale ten pogląd wciąż jest silny w pewnych środowiskach i umysłach.

W ostatnich latach wzrosła liczba książek, konferencji, fundacji i sieci dyskusyjnych zorientowanych wokół kwestii zwierzęcej. Wierzę, że im więcej osób rozwinie w sobie zainteresowanie wszelakim stworzeniem wokół nas, tym więcej dobrego na tej planecie jesteśmy w stanie zrobić – wielkie ukłony dla zrównoważonego życia, ruchu zero waste, minimalizmu.

Nie da się ukryć, że zwierzęta odgrywają w naszym życiu znaczną rolę, lecz na co dzień są pomijane w projektowaniu i organizacji życia. „Zamiast być postrzeganymi jako nie-ludzkie osoby z potrzebami, predyspozycjami, cechami, są traktowane jedynie jako urozmaicenie życia, sposób na zarobek czy źródło pożywienia.” – pisze Monika Bakke w Tekstach Drugich.

No to po co pisać i czytać o tych zwierzętach?

By rozprawić się z Kartezjuszem! #bossfight

Wkurza mnie podejście rodem z XVIII wieku, w której człowiek jest istotą pod każdym względem uprzywilejowaną i panuje nad światem podległych mu zwierząt.

Znienawidzony przeze mnie filozof Kartezjusz twierdził, że mowa wyznacza linię demarkacyjną między ludźmi, a zwierzętami. Ostrzegał też przed myśleniem, że „zwierzęta mówią, lecz my nie rozumiemy jego języka”. W jego mniemaniu przypisanie zwierzętom racjonalnego myślenia równoznaczne jest z ichniejszym posiadaniem duszy i zaprzeczeniem Boga.

Zwierzęta nie posiadają uczuć i nie odczuwają bólu.

Zwierzę działa jak mechanizm w zegarku – odzywa się jeśli jest uderzone, ale skowyt czy jęki są wynikiem automatyzmu, który nie ma nic wspólnego z układem nerwowym.

– Kartezjusz/Rene Descartes

Ludzie coraz bardziej rozumieją, że myślenie, świadomość i komunikacja nie występują jedynie wśród ludzi, ale są wspólne dla wszystkich w świecie zwierząt i roślin. Tak, rośliny też komunikują się pomiędzy sobą – ba! Nawet grzyby ze sobą gadają, czyli muszą mieć pewnego rodzaju świadomość!

Sekretne życie drzew – opinia o książce i jej najbardziej intrygujące momenty

Słyszycie ten dźwięk? To Kartezjusz przewraca się w grobie.

Rozumiecie już zapewne dlaczego uważam, że jedyną osobą, jaka powinna w historii świata zostać spalona na stosie, zamiast tych wszystkich biednych kobiet podejrzanych o czary, jest Kartezjusz wraz z jego podziałem na człowieka i maszyny.

To przestarzałe podejście legitymizuje okrutne zachowania wobec zwierząt. Nie bez przyczyny upominanie, że #zwierzętoniezabawka odbywa się rok w rok, aż do znudzenia. Niestety wciąż są ludzie, którzy swoją postawą prezentują przedmiotowe podejście do zwierząt. Noszę w sobie ciche przekonanie, że część ludzi gdyby wiedziała jak ogromny ból sprawia zwierzęciu raniąc je fizycznie, psychicznie, przekraczając granice, czy porzucając, zastanowiłaby się dwukrotnie nad działaniami. Niestety przekonanie, że „to tylko zwierzę” albo „oczywiście, że poradzi sobie wyrzucony w obcym mieście, przecież to zwierzę” wciąż króluje w ciemnych umysłach. Nie trzeba sięgać daleko, na własnym fejsbuku spotkałam się z dwoma przykładami takiego postrzegania:

Nie bądźmy Monikami tego świata i dbajmy o swoje Miśki.

Bo jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś

Chrześcijańscy zarządcy też mają swoje za uszami. Specjalne zasługi na poczet orderu cebulaka ma choćby papież Pius IX, który powtarzał za św. Tomaszem, że człowiek nie ma żadnych obowiązków moralnych wobec zwierząt. Był to jego argument przeciwko zakładaniu towarzystwa ochrony zwierząt w Rzymie.

Śmiem nie zgadzać się z tym podejściem. Uważam, że łączy nas z innymi gatunkami sieć relacji. Na pierwszej linii frontu są oczywiście gatunki zaadoptowane przez człowieka do własnych potrzeb, jak zwierzaki domowe czy hodowlane. Ale nie tylko one – człowiek nieustannie zmieniając środowisko, wpływa na życie innych zwierząt, w tym także dzikich, których na co dzień nie widuje. Kiedy budujemy most, robimy nowy fragment autostrady, czy choćby wycinamy drzewo, wpływamy na egzystencję innych gatunków. Tak się składa, że istotą najbardziej wpływającą na środowisko i planetę jest właśnie… człowiek. I to on odpowiadać powinien za konsekwencje swoich działań.

Żeby poprawić życie swoje i innych

Troszcząc się o kwestie zwierzęce mam nadzieję poprawić życie wszystkich zwierząt, w tym nas samych. Niezłym przykładem tego jest fakt, że wszyscy jesteśmy biofilami – i my, ludzie i inne zwierzęta. To znaczy, że relaksujemy się w otoczeniu zieleni, jednocześnie stając się bardziej odpornymi na infekcje.

Co dobrego spotka Cię w parku? O biofilii

Stworzenie warunków, w którym lepiej żyć będzie się innym mieszkańcom miasta otwiera szansę na stworzenie warunków dobrych do życia dla człowieka i na odwrót. Dobry transport miejski – wygodniejszy dojazd, mniej spalin w środowisku. Więcej zieleni – więcej miejsc dla zwierzaków do zamieszkania, lepsze spacery dla psów i mniejszy stres u ludzi. Jeśli interesuje Cię kwestia tworzenia przestrzeni przyjaznych mieszkańcom miast, zajrzyj do książki Miasto Szczęśliwe.

Podsumowanie

Warto czytać o tym, jak nasze życie wpływa na życie innych, nie-ludzkich mieszkańców, żeby lepiej rozumieć świat i swoją w nim rolę. Poza tym, empatia jest jak mięsień, który można ćwiczyć. Uważam, że im więcej zrozumienia dla gatunków towarzyszących nam na tej planecie, tym łatwiej zrozumieć będzie innych ludzi często wykluczanych z głównego nurtu i przestrzeni publicznej – dzieci, osoby starsze, z niepełnosprawnościami, nieheteronormatywne. Wierzę, że pojmując potrzeby innych, wychodząc im na przeciw, czynimy świat wokół odrobinę lepszymi i zmniejszamy liczbę przykrych dla kogoś sytuacji, które mogą wrócić do nas jak bumerang. Wisienką na torcie jest fakt, że najłatwiej dowiedzieć się czegoś o sobie samym, czytając o kimś pozornie zupełnie od nas innym.

Trollz B Trollin – It’s time to unfuck the world! Melbourne street art sticker, 2012 źródło: flickr.com, Mc Speedy

Do napisania tekstu zainspirowała mnie książka „Zwierzęta, gender i kultura” pod red. Anny Barcz i Magdaleny Dąbrowskiej. Podczas pisania, posiłkowałam się tekstem Marzeny Kotyczki „Po co rozmawiać z psami? Wstęp do antropologii zwierząt” oraz „Studia nad zwierzętami: od aktywizmu do akademii i z powrotem?” autorstwa Moniki Bakke.

Previous Post Next Post

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply psukinkoty 27 grudnia 2018 at 19:24

    Bardzo ciekawy artykuł. Pod tezami podpisuję się czterami łapami mojego psa. Niech Kartezjusz szczeźnie ;)

  • Reply psukinkoty 27 grudnia 2018 at 19:25

    *sczeźnie

  • Reply Mateusz 5 stycznia 2019 at 15:13

    Jakkolwiek zgadzam się z treścią postu odnośnie stosunku do zwierząt, przywoływanie negatywnych opinii konkretnych postaci z historii Kościoła Katolickiego uważam za całkowicie niepotrzebne nadużycie (śmiem przypuszczać) własnej do niego niechęci. Jeżeli bowiem chcemy stosować religioznawcze uszczypliwości w relacji człowiek – zwierzę, powinniśmy zachować obiektywizm i zgodność z faktami. Wykładnią KK odnośnie tej sprawy nie jest bowiem Pius IX, a kompletnie do niego przeciwny św. Franciszek z Asyżu – nie kto inny, a właśnie on spopularyzował pojęcie braterstwa ludzi i zwierząt. Św. Paweł z kolei wyraźnie podkreślał w Liście do Rzymian jedność całego boskiego stworzenia – ba, gdyby się dobrze przyjrzeć, nie ma bardziej biofilskiej pozycji niż Biblia.
    A na koniec jeszcze cytat:
    „Starotestamentowe “panowanie” i poddawanie ziemi przez człowieka rozumie się lepiej, gdy porównujemy te słowa z cytatem z Ewangelii św. Łukasza. Kiedy Rodzice odnaleźli dwunastoletniego Jezusa w świątyni jerozolimskiej, wówczas “poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu, i był im poddany” (Łk 2.51). Czyż można sobie wyobrazić inaczej to nowotestamentowe poddaństwo niż odczuwanie opieki, troski, miłości i życzliwości? Jakże inaczej wyglądałoby środowisko ziemskie, a w nim i los zwierząt, gdyby człowiek “czynił ziemię sobie poddaną” w tym samym duchu! ”

    P.S. A Monika z postu na fb brzmi jak stuprocentowy troll ;)

  • Reply Beata 11 stycznia 2019 at 09:42

    Gdyby Kartezjusz żył w dzisiejszych czasach to nie miał by lekko. Mój czteronożny przyjaciel nawet by na niego nie spojrzał. Podpisuję się pod twoim postulatem, dobrze mówisz.

  • Leave a Reply