Międzygatunkowa rodzina
Życie na wsi

6 powodów dla których przeprowadzamy się na wieś

Zamieniamy kawalerkę w stolicy na siedlisko 40 km od Warszawy. Tym, co zaważyło na decyzji są oczywiście… nasze psy.

Walenie młotem. Dźwięki lanego betonu. Przerwy w dostawach wody. Ogrodzenia z blach falistych ciągnące się po horyzont. Tak wokół nas buduje się ok. 2550 mieszkań w sześciu deweloperskich inwestycjach.

Kiedy wprowadzałam się do Kuby, jego osiedle o niskich zabudowaniach znajdowało się na końcu ślepej uliczki, w niedalekim sąsiedztwie znajdowały się zaledwie dwa inne, małe osiedla. Nasze psy biegały głównie bez smyczy, bo i tak na spacerach rzadko kogo spotykaliśmy. W porównaniu z ciasnym Mokotowem poczułam się jak w raju na ziemi! Różnice między mieszkaniem blisko śródmieścia, a na przedmieściach z perspektywy opiekunki psa opisałam w we wpisie Mokotów, a Białołęka – częstujcie się, jeśli jesteście ciekawi.

 

Powód nr 1 – w okolicy robi się tłoczno

Czar prysł, sielanka odeszła w zapomnienie. Aktualnie oddano do użytku nowe osiedle, kończą budowę osiedla w bezpośrednim sąsiedztwie, a trzecie i czwarte jest w drodze (po więcej o deweloperskich igrzyskach nad Kanałem Żerańskim odsyłam do Pańskiej Skórki). Świeżo po przeprowadzce byłam urzeczona tym, że ludzie spacerujący z psami schodzą sobie z drogi zamiast iść na wprost stwarzając konflikt, co było normą na gęsto zaludnionym Mokotowie. Tymczasem odkąd w okolicy pojawiło się więcej psów (nasze młode osiedle w widoczny sposób obrasta w dzieci, a następnie w psy), zagęszczenie daje się coraz bardziej we znaki. Przez większość czasu trzymamy psy na smyczy i lawirujemy wśród psów sąsiadów. Co więcej, w najbliższych planach, nasza ślepa uliczka ma zamienić się w drogę wylotową dla wszystkich samochodów z pobliskich osiedli.

Po przeprowadzce: W okolicy naszego przyszłego domu panuje cisza i spokój, w najbliższej okolicy nie mamy sąsiadów, a droga przebiegająca w pobliżu działki jest szutrowa, ruch samochodowy jest minimalny.

Powód nr 2 – optymalizacja spacerów

Mimo posiadania ogródka (więcej o wadach i zaletach przeczytacie w Mieszkanie z ogródkiem: wyobrażenia vs rzeczywistość), wychodzimy zazwyczaj trzy razy dziennie z psami. I, kurde… Pamiętam, że praca w czyjejś firmie była angażująca i męcząca, ale dawałam radę realizować pomysły na czas wolny. Tymczasem praca we własnej firmie, zwłaszcza, jeśli mam bardziej stresujący dzień, jest dla mnie niekiedy tak wykańczająca, że po powrocie marzę tylko o tym, żeby położyć się plackiem na łóżku i patrzeć w sufit, a tymczasem przede mną jeszcze dwa spacery, na które, są takie dni, że ledwo udaje mi się wyczołgać.

Po przeprowadzce: Planuję robić z psami porządny, fajny spacer na który wszyscy czekamy z przyjemnością – taki, jaki robimy każdego dnia mieszkając latem w domku letniskowym, więc mam to obczajone.

Powód nr 3 – optymalizacja wolnego czasu

Kiedy wrócę z pracowni, wyprowadzę psa i przygotuję im jedzenie, na zegarze wybija godzina 19. Pracowity grudzień sprawiał, że czułam o tej porze jak zombie i potrzebuję godziny na robienie głupot, żeby się zrelaksować i przywrócić funkcje myślowe, z czego robi się godzina 20. O tej porze podejmuję próby napisania kilku słów na bloga, ale pomysł spala na panewce, bo po całym dniu siedzenia przed komputerem, odrzuca mnie od monitora. Zamiast tego udaje mi się czasem zmotywować, by ugotować prosty obiad na następny dzień do pracy. Kiedy skończę, robi się akurat pora następnego spaceru, a po nim już można iść spać, by rano znów zawalczyć z rzeczywistością. Co gorsza, są takie dni i tygodnie, kiedy dużo się dzieje i moja głowa nawet po wyjściu z pracowni, nadal myśli, jakby była w pracy – bywa tak, że nie potrafię się odłączyć i zrelaksować. Brak jakościowego relaksu sprawia, że z każdym dniem tygodnia jestem coraz bardziej wyssana z sił, więc problem się zapętla.

Po przeprowadzce: planujemy ścisnąć obowiązki w pracy do czterech dni w tygodniu. Bliskość natury i fizyczne oddalenie od pracowni powinny pomóc w kreatywności i utrzymaniu balansu między pracą, a wypoczynkiem.

Powód nr 4 – mieszkanie na wsi jest jak wieczne wakacje

Wiem, wiem, jak się ma swój dom na wsi to nagle trzeba samodzielnie odśnieżać, zaopatrzyć się w opał na zimę, pamiętać o zrobieniu zakupów, ogarniać zużycie wody ze względu na szambo, wyłożyć większą kasę na prąd – przybywa obowiązków, o jakich nawet nie śniło się mieszczuchom. Ale co z tego! Co z tego, jeśli w zamian zyskujemy przestrzeń psy mogą biegać po dużym, bezpiecznym terenie, poranną herbatę możemy sączyć na tarasie pośród zieleni, obserwować kręcące się w okolicy dzikie zwierzęta i wdychać powietrze wypełnione zapachami natury? Dotychczas takie atrakcje towarzyszyły nam tylko w lecie w daczy letniskowej lub w domu na wynajem. No mówię Wam, każdy dzień będzie jak te wakacje. W dodatku przebywanie pośród zieleni, wpływa pozytywnie na samopoczucie i zdrowie, więc nie tylko będę codziennie na wakacjach, ale i zdrowsza i szczęśliwsza z każdym dniem  Tu, gdzie mieszkamy teraz, znajdujemy się po środku placu budowy z coraz gęstszą zabudową, co pewnie gdyby nie nasza dwa brytany, byłoby wygodne. W okolicy na pewno wreszcie powstaną sklepy i punkty usługowe w odległości, którą może pokonać człowiek pieszo, wzrośnie jakość życia. Jednak w najbliższej przyszłości preferuję otaczać się zielenią niż sklepami.

Po przeprowadzce: Cisza, spokój, śpiew ptaków i powolne życie. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam w mojej głowie :D

 

Powód nr 5 – cena tego domu jest równa cenie kawalerki w stolicy

Hajs. Póki nie śpimy na pieniądzach, ten argument też się liczy. Wyobraźcie sobie, że wartość naszej jednopokojowej kawalerki w Warszawie jest taka sama jak nowego, piętrowego domu. Sprzedając kawalerkę, odzyskamy kasę wyłożoną na dom. Ze wstępnych obliczeń wynika, że opłaty za paliwo wzrosną średnio o 400 zł, jednak równocześnie odpadną nam raty kredytu i pożyczki.

Po przeprowadzce: Będziemy co miesiąc bogatsi o jakieś 600 złotych (przynajmniej poza sezonem grzewczym).

Powód nr 6 – bo możemy

Żadne z nas nie pracuje na etacie, dzięki temu odpada nam przymus meldowania się w śródmieściu punkt 9:00, możemy elastycznie zarządzać godzinami pracy tak, aby ominąć największe korki lub zaplanować pracę z domu. Stąd bierze się ogromna wolność (coś, co oboje kochamy) i w ogóle możliwość przeprowadzki.

Jednym z głównych przyczyn podjętej decyzji o przenosinach są nasze psy. Pewnie gdybyśmy mieli jednego, małego, spokojnego psa, wolelibyśmy zostać blisko metropolii. Jednak Milka i Bonzo są dla nas świetną okazją do spróbowania przygody mieszkania na wsi i chwała im za to. Nie myślcie jednak, że wynosimy się na zawsze i na stałe – ten dom traktujemy jako świetną opcję na najbliższe lata, natomiast nie myślimy o nim jako o domu dla wnuków, który musi zostać w rodzinie na pięć pokoleń i przetrwać bóg-wie-ile lat. Po przeprowadzce następnym długofalowym krokiem, którego wykonanie rozciągamy na dłuższy czas, jest zorganizowanie sobie mieszkania w Warszawie – naszym ideałem będzie spędzanie życia pół na pół.

A Wy, jak się zapatrujecie na życie na wsi?

  • Zrobiliśmy tak samo :) jedynie czego żałuję że nie zdecydowaliśmy się na „głębszą” wieś i to że brakło kasy i musieliśmy sprzedać mieszkanie. wynajmując go dziś mielibyśmy jeszcze pieniądze na utrzymanie domu, ale w sumie nie można mieć wszystkiego

    • Też rozkminialiśmy nad zostawieniem sobie mieszkanie na wynajem. Akurat w naszym wypadku z obliczeń wynika, że sprzedając mieszkanie pozbędziemy się kredytów i zostaniemy jedynie z jednym, niższym – hipotecznym, dzięki czemu będziemy bogatsi co miesiąc choćby o odsetki, także jesteśmy zdecydowani na sprzedaż. Tak jak mówisz – nie można mieć wszystkiego – lub nawet można mieć dużo ale wszystko ma konsekwencje :D

  • Marta Kotarbińska

    7 lat temu zamieniliśmy mieszkanie w bloku w Warszawie na dom pod lasem 30 km od centrum stolicy. To była dobra i przemyślana decyzja ale trzeba pamiętać, że ani wieś ani miasto nie jest dla każdego. Mamy dobrą komunikację z Warszawą i bardzo to doceniamy. W kwestii psów: dobrze wykorzystane miasto ma bardzo wiele zalet, których brak wsi. W mieście jest o wiele więcej potencjału, bodźców do wykorzystania w pracy z psem i ogólnie więcej różnorodności. Lasy, pola i łąki są super do wybiegania ale na dłuższą metę jednak mało różnorodne i koniecznie trzeba pamiętać o stymulacji umysłowej i różnorodności bodźców, żeby potem nie było problemu jak pojedziecie gdzieś w nieznane psom miejsce albo z wizytą do kogoś w mieście. Warto od czasu do czasu pojechać z psami do miasta, nie musi być od razu W-wa, wystarczy zmiana otoczenia na bardziej miejskie i zróżnicowane. Powodzenia!
    PS. Pierwszym zakupem jest generator – przy większych wiatrach lub deszczach często nie ma prądu a to bardzo upierdliwe :)

    • O, dzięki – generator wpisuję sobie do głowy jako zakup warty przemyślenia. No właśnie, nie chciałabym żeby psy nam całkiem zdziczały na odludziu, także planujemy odwiedzać moją mamę od czasu do czasu wraz z „wnusiami” czy wyskoczyć na spacer po mieście. Być może pobliski Płońsk okaże się fajniejszym miastem na takie wypady niż Warszawa – nie myślałam o tym do tej pory, ale to może być myśl.

  • Od kilku lat się poważnie zastanawiam nad pozostaniem w mieście lub wyprowadzką na wieś (tylko tutaj mówię o takiej wsi co to jest ledwo kilka rodzin i totalna głusza, brak latarni i drogi dojazdowej… w takich okolicznościach przyrody jest działka). Obecnie wygrywa miasto, bo mam tutaj pracę, ale bardzo chętnie przeniosłabym się w cichszy rejon Warszawy. Ale zobaczymy co to będzie za np. dwa lata. ;)

    • Nooo, taka wizja wsi jest najlepsza! :) U nas też droga szutrowa, żadnych latarni, żadnych planów na wylewanie drogi asfaltem czy podłączanie wodociągów, a co najważniejsze – minimalna ilość sąsiadów, nikt nie będzie mi zaglądał w okna :P Trzymam kciuki żebyś niezależnie od tego co wybierzesz była szczęśliwa :)

      • Dzięki. ;) Czekam na wieści jak się będzie u Was sytuacja rozwijała. :D
        Właśnie brak asfaltu i latarni to dla mnie poważny minus. ;) Bo przy tej wspaniałości to jeszcze trzeba nabyć samochód 4×4 żeby móc z posesji wyjechać… A od strony transportu też lipa, bo jeździ busik 2 razy dziennie (tylko do najbliższego miasteczka, aby móc się przesiąść w coś innego) i na tym koniec. A do miasteczka z busikami, autokarami i bagsami jest 10 km. ;) Dlatego działka pozostaje na razie w tyle, ale jest fantastyczną alternatywą na spędzenie tam weekendu w lato. ^^

        • Aha :D haha, no dobra, to dla nas zdecydowany plus i jeden z powodów dla których wybraliśmy akurat to siedlisko :D
          ale no tak, 10 km to niezły kawał jakby człowiek chciał iść na piechotę. grunt, że macie taką możliwość, żeby pojechać tam choćby w lato i to już jest wystarczająco super – lepiej mieć i móc np. sprzedać lub się pozastanawiać nad przeprowadzką niż mieć :D