Międzygatunkowa rodzina
Bookstagram

Randki artystyczne i poranne strony – o tym jak odzyskać pasję

Nie masz pomysłu co robić ze sobą w wolnym czasie? Kiedyś rysowałaś, ale teraz się wstydzisz, bo brzydko? Zazdrościsz innym, że tworzą takie fajne rzeczy, a Ty jesteś taka niekreatywna? Jesteś równie kreatywna, tylko musisz wrócić do siebie w środku, a ta książka Cię tam poprowadzi.

Do niedawna był to blog głównie psi, poświęcony tematyce życia z psem w mieście. Aktualnie temat psów w mieście sukcesywnie poruszam na blogu Miasto Psów. Z kolei Międzygatunkowa rodzina to, tak jak pisałam we wpisie o rebrandingu, blog o życiu duetu Kwiatkowska-Olbrycht i dwóch futrzanych osób na czterech łapach. Tak się składa, że wraz z Kubą jesteśmy rodzicami-założycielami Warsaw Doga, życie upływa nam na zarządzaniu firmą, spacerami z psami i szukaniu balansu między jednym, a drugim.

Jak zaczynały Łorsołdogi?

Codzienne gaszenie pożarów i żonglerka uwagą

Wbrew pozorom prowadzenie psiej firmy, przynajmniej naszej, to nie żadne hobbystyczne szycie jednej obróżki dziennie, ale kawał ciężkiej pracy, wymagającej ogromnych nakładów czasu, uwagi i zaangażowania, o czym pisałam już jakiś czas temu. Kiedy przychodzę do pracowni, właściwie nie wiem co się będzie dzisiaj działo. Mam kanwę rzeczy, które zrobić muszę codziennie, jak wysyłka, odbieranie telefonów czy odpisywanie na maile. Ale do tego dochodzi obsługa klienta stacjonarnego, wprowadzanie na bieżąco uwag do już złożonych online zamówień (np. błędny kod pocztowy, zmiana wzoru na obroży), prace w sklepie internetowym, jak np. wyłączanie w sklepie rzeczy, które się kończą, w porozumieniu z innymi dziewczynami należącymi do zespołu. A to wszystko między pakowaniem, łażeniem na pocztę, wyksięgowywaniem paragonów i wrzucaniem postów na instagram i fejsa, wymyślaniem strategii biznesowej i, last but not least, projektowaniem nowych wzorów. Jednym słowem: moje zawodowe życie to wieczne gaszenie pożarów i żonglerka uwagą. W obecnym modelu mało zostaje miejsca na bycie kreatywnym, a przecież fajne nadruki z dobrze skomponowanymi kolorami to jedna z najważniejszych rzeczy w naszej działalności. Jak mam być kreatywna, kiedy na co dzień mam totalne urwanie głowy i zmagam się z przeboźdźcowaniem? Jak mieć z życia coś więcej, jeśli własna działalność pochłania tak dużo mojej uwagi?

Zarybianie stawu kreatywności, czyli samouzdrowienie

Z pomocą przychodzi książka Droga Artysty, która ponoć od 25 lat znajduje się na listach bestsellerów. Jest to 12 tygodniowy kurs odzyskiwania kreatywności, radości życia i… siebie. Droga do domu wewnętrznego artysty-dziecka, dla którego świat jest wielką piaskownicą. Czytamy jeden rozdział tygodniowo, wykonując zadania przeznaczone do realizacji w danym tygodniu.

„My artyści musimy troszczyć się o artystyczny ekosystem. Jeśli go zaniedbamy, nasza studnia czy staw mogą ulec wyczerpaniu, zastojowi, zablokowaniu.

Każdy dłuższy okres pracy, każde większe dzieło, powoduje znaczne zużycie zbiornika artystycznego. Nadmierne czerpanie z niego, podobnie jak przeławianie stawu, zubaża dostępne nam zasoby. (…) Nasza kreatywność wysycha. Musimy się nauczyć pielęgnować artystyczne ja. Musimy być na tyle czujni, aby świadomie i regularnie odnawiać swoje zasoby twórcze. Ponownie zarybiać staw.”

Poranne strony – walka z cenzorem

Poranne strony to trzy strony, które zapisujesz o poranku każdego dnia. To zapis Twojego strumienia myśli, piszesz co ci ślina na język przyniesie.

Kiedy po raz pierwszy opublikowałam na instagramie post z Drogą Artysty, jedna z Was napisała, że pisanie porannych stron odmieniło jej życie. Cieszyła mnie oznaka, że ta książka faktycznie może zmienić coś w życiu innych ludzi, ale jeszcze wtedy nie rozumiałam na jakiej podstawie pisanie trzech stron swojego strumienia myśli może być uzdrawiające. A jednak! Najbardziej namacalną zmianą jest fakt, że zniknęło moje poranne poirytowanie, o które sprzeczaliśmy się z Kubą.

„Zauważ: strony pozwalają odreagować bez autodestrukcji, planować bez cudzej ingerencji, narzekać bez słuchaczy, marzyć bez ograniczeń, poznawać własny umysł.”

W dniu, w którym piszę poranne strony (najlepiej jest codziennie, ale wiadomo jak jest) czuję się zaopiekowana, wysłuchana i ważna. Nie przerażają mnie trudności pojawiające się w ciągu dnia, bo wiem, że w razie czego zawsze mam… siebie. Mam swojego zdrowego, stabilnego dorosłego, pod skrzydła którego mogę uciec szukając wsparcia. Świadomość, że nie muszę szukać wsparcia zewnątrz jest ogromnym luksusem.

Za pomocą porannych stron sporządzamy mapę własnego wnętrza.

Randki artystyczne – pochwała zabawy

To cotygodniowy czas, jaki poświęcamy na inspirujące spotkanie z wewnętrznym artystą. Tutaj masz za zadanie zaplanować zrobienie sobie radochy (w pojedynkę, bez towarzyszy! również bez psa, skoro traktujesz go jako osobę). Podczas pisania porannych stron uświadamiasz sobie własne lęki, marzenia, frustracje i tęsknoty – wyciągasz to z siebie na światło dzienne, bez oceniania i bez czytania. Na randkach nastawiasz się na odbiór inspiracji, pomocy, natchnienia. Pójść na wystawę, zrobić kolaż, czytać książkę o dizajnie, lepić z plasteliny, nawet przejrzenie inspirującego magazynu w kolejce do fryzjera może być mini randką-niespodzianką.

randka artystyczna - selfie na statywie

Nauka robienia zdjęć na statywie też może być randką artystyczną. Tutaj robiłam to po raz pierwszy i miałam z tego niezłą frajdę.

Podsumowanie

Aktualnie robię 9-ty tydzień i mogę powiedzieć: czuję się odmienionym człowiekiem. I polecam tę książkę wszystkim moim kochanym znajomym, a teraz także Wam – czytelnikom, zmagającym się z lękiem, chandrą, depresją, niewiarą w siebie i tym, którzy myślą, że przydałoby się dopieścić nieco swoje wewnętrzne dziecko i tym, którzy szukają swojej drogi. Ta książka nie tylko przywraca mnie nurtowi kreatywności, ale także leczy z lęków, życiowych blokad, wraca absolutną radość z życia. Przynajmniej u mnie. Myślę, że jej ogromną siłą jest odpowiadanie przed samą sobą na pytania postawione na końcu każdego rozdziału.

zrównoważone życie - szkic

Przypomniałam sobie, zainspirowana książką, że rysowanie sprawiało mi kiedyś przyjemność. Przestałam rysować, bo „nie umiem i wstyd”. Efekt odwagi i narysowania pierwszego w życiu botanicznego wieńca, o.

Chcąc nie chcąc człowiek zaczyna się zastanawiać nad sobą w kontekście przyjemnych rzeczy: co lubię robić? A jakby to było? A kim chciałam być za dzieciaka? Przebywanie ze sobą też może być przyjemne :)

I co, zachęciłam Was? Czy takie rzeczy to nie dla Was?

 

You Might Also Like...

2 komentarze

  • Reply
    Karolina
    4 lipca 2018 at 05:49

    Cudo.
    Tak o poranku, gdy kradnę jeszcze chwile dla siebie, nakierowałas mnie na coś nowego!
    Bije się z myślami czy „znowu wydawać pieniądze na kolejna książkę?” czy „zadbaj o siebie -tego szukasz, może Zosia po przetestowaniu dobrze wie co mówi”.
    Dzięki Zosiu za drogowskaz!

  • Reply
    Lusia
    4 lipca 2018 at 06:57

    Namówiłaś mnie!

Leave a Reply